No i wracam do tego co lubię najbardziej. Totalna dźwiękowa anihilacja i samookaleczenie za pomocą chorej muzy. Trzeci album ekipy z Filadelfii jest przeznaczony tylko dla maniax zaprawionych w takiej muzie. "Nie mamy obowiązku sprawiać by death metal był przyjemny" - to słowa wokalisty Pissgrave. Nie rzuca słów na wiatr. Nie jest przyjemnie. Podejrzewam że większość ludzi na świecie powie że przyjemniejszy jest mix młota pneumatycznego i dentystycznego borowania niż dźwięki produkowane przez Amerykanów. Ja należę do tych którzy chłoną każdą nutę z tej niesamowitej, powstałej w najgłębszej otchłani płyty. A wokal? Sam Mefisto chyba albo inne bydle się tu udziela...Odsłuch na własne ryzyko ale dla mnie kozak płyta.
Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...
Komentarze
Prześlij komentarz